poniedziałek, 7 marca 2011

Argumenty czy transparenty?

Na stronie „Frondy” przeczytać można komentarz Tomasza Terlikowskiego, dotyczący mojego artykułu opublikowanego w ostatnim numerze „Gazety Świątecznej”. Tekst, który napisałam, jest recenzją książki Gail Kligman o podziemiu aborcyjnym w Rumunii pod rządami Ceauşescu. Tekst Terlikowskiego – obraźliwym komentarzem, odsądzającym mnie od wiary.
W swojej recenzji oceniam socjologiczne opracowanie skrajnie brutalnego aparatu kontroli, który funkcjonował w Rumunii i doprowadził do śmierci dziewięciu i pół tysiąca kobiet. W sporze o najwyższe wartości, szukam konkretnych historii, kobiet i ich wyborów.
Redaktor Terlikowski w swojej gorącej polemice zapomina uczciwie zrekonstruować moją argumentację i sposób opracowania tematu, co jest pierwszym obowiązkiem polemisty. Pewnie tak mu się wydaje, ale niestety nie udaje mu się wykazać, że „otwarcie głoszę poglądy dopuszczające mordowanie nienarodzonych” i proponuję rehabilitację zbrodni Holocaustu. Udowadnia raczej, że takie poglądy głosi chłopiec do bicia, którego z podziwu godną zręcznością sam sobie ustawił.
Nie chcąc wchodzić na zaproponowany przez Tomasza Terlikowskiego poziom retoryki i oskarżeń kierowanych pod adresem mojej osoby, „Kontaktu” i Klubu Inteligencji Katolickiej, nie będę odpowiadać na poszczególne insynuacje redaktora „Frondy”. Dyskusja, w której jedna strona podnosi wątki społeczne, argumentuje głoszone poglądy i zwraca uwagę na złożony charakter problemu, a druga podnosi transparent z napisem „Pożyteczny idioto – nie zabijaj!”, nie ma najmniejszego sensu.
Zapraszam jednak do lektury obydwu artykułów, a nade wszystko książki Gail Kligman.

Czarny Czwartek - recenzja


Nie chciałem tego oglądać. Widok krwi tryskającej z piersi mężczyzny dzierżącego w rękach polską flagę nie był zachęcający. Powiedziałbym nawet, że plakat promujący film „Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł” traktujący o tragicznych wydarzeniach grudnia 1970 roku po prostu krzyczy, żeby omijać dzieło Antoniego Krauzego z daleka.

Skusiła mnie jednak pozytywna recenzja w „Gazecie Wyborczej”. Pomyślałem, że dam się pozytywnie zaskoczyć i w tłusty czwartek wybrałem się do kina.

środa, 2 marca 2011

Wiosna w teatrze

Na marzec i kwiecień Teatr Dramatyczny przygotował dla czytelników Kontaktu następującą ofertę promocyjną:

Król kłania się i zabija 1, 2 marca godz. 19:30, 9, 10 kwietnia godz. 20:00
Pippi Pończoszanka 2,3 marca godz. 12:00; 4 marca godz. 13:00
Don Kiszot 8, 9 marca godz. 19:30
Alicja 12, 13 marca 18:00; 15 marca godz. 19:00
Bańka mydlana 12, 13 marca godz. 20:00
Klub Polski 19, 20 marca godz. 19:00
Wilk 22, 23 marca godz. 19:30
Śmierć i dziewczyna 31 marca, 1, 2 kwietnia godz. 19:30
Glissando 4 kwietnia godz. 19:00
Plac Apokalipsa 28, 29, 30 kwietnia godz. 19:00


Na hasło: UTOPIĘ MARZANNĘ
Koszt biletu: 18zł
Ilość biletów jest ograniczona. Prosimy o rezerwowanie miejsc pod nr telefonu (22) 656 68 44.

poniedziałek, 28 lutego 2011

Mirosław Bałka. Fragment

Wystawa Mirosława Bałki w warszawskim CSW co najmniej budzi kontrowersje. Wielu wychodzi z Zamku Ujazdowskiego w przekonaniu, że kolejny raz wciska im się sztukę, która w rzeczywistości jest miałka, przez dziwną tajemniczość już niby artystowska, podczas gdy jej jedyną cechą charakterystyczną jest to, że dotyczy Zagłady. Po raz kolejny ktoś robi pieniądze na Holocauście, w dodatku podając go w formie na tyle niekonkretnej (główne motywy to jelonki i kurki gazowe), że aż nieadekwatnej i pustej. Historycy mogą mówić o tym rzeczowo, za to sztuka? Bo czy te prace służą czemuś oprócz budowaniu nastroju...?

Psina

1

Określenie „psina” zawsze sympatycznie kojarzyło mi się z ukochanym pieskiem i w takim znaczeniu je używałem. Do dziś.

2

Urodzony w Polsce Wietnamczyk Jakub Pham stał się w ostatnich dniach jednym z najbardziej znanych polskich Wietnamczyków. A wszystko przez to, że bardzo lubi psy. Na przykład grillowane (Thịt Chó Nướng) lub w zupie z bambusa (Canh Xáo Măng Chó). Ma on również marzenie – chce otworzyć własną wietnamską restaurację, gdzie można by spróbować różnych psich potraw. Psinę zamierza importować zza granicy, a sam lokal ma być bardziej miejscem spotkań dla znajomych, niż komercyjną restauracją. Opowiedział on o tym w wywiadzie dla mało znanego portalu internetowego MY21. Temat ten szybko podchwycili miłośnicy czworonogów, a za nimi ogólnopolskie dzienniki. Medialna lawina ruszyła. Wywiad był cytowany, komentowany, powielany w całym polskojęzycznym internecie. Na forach internetowych miłośników psów zawrzało od emocjonalnych komentarzy, rasistowskich obelg i gróźb pod adresem Jakuba Phama, Wietnamczyków, a czasem i wszystkich Azjatów.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Sukces ambiwalentny


Fotograficzne Oscary rozdane. Świat poznał laureatów World Press Photo 2010. Wśród nich dwóch Polaków. Tomasz Gudzowaty zdążył nas już przyzwyczaić, że za swoje zdjęcia co roku zgarnia jakąś nagrodę (tegoroczne drugie miejsce w kategorii „Sport“ jest jego siódmą nagrodą w tym prestiżowym konkursie). Drugim z nagrodzonych rodaków jest Filip Ćwik – fotoreporter „Newsweek Polska“ i agencji Napo Images.

O chrześcijanach, dyktatorach, mediach i rewolucjach słów kilka

Przez ostatni miesiąc telewizje całego świata skupiają swoje obiektywy na Bliskim Wschodzie. Od dawna nie poświęcono temu regionowi tyle czasu antenowego. Dziennikarze od Nowego Yorku po Dżakartę relacjonują demonstracje, transmitują rządowe oświadczenia, analizują sytuacje, przepytują mądrych ludzi, przeliczają zabitych, wyciągają błyskawiczne wnioski, tropią nowych przegranych bądź promują przyszłych wygranych. Wszystko – na żywo. W tym natłoku arabskich doniesień aż trudno o informacje z reszty świata. Kto z was wie na przykład, że w tym czasie Chiny wyprzedziły Japonię i stały się drugą gospodarką świata po USA, a Nepal wygrał z Belgią i po siedmiu miesiącach impasu powstał w Katmandu rząd, podczas gdy Belgowie nie są w stanie zrobić tego od czerwca zeszłego roku? Ale jest też dobra strona arabskiego maratonu medialnego – globalna popularyzacja wiedzy o Bliskim Wschodzie. Zarówno widzowie, jak i dziennikarze, przechodzą szybki kurs arabistyki i islamistyki. W końcu na temat arabskich protestów powiedziane zostało już chyba wszystko. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na dwie, w zasadzie nie związane ze sobą, sprawy, o których jakoś mniej się mówi:

Kościół w okopach Świętej Trójcy

Polski Kościół w dobrej kondycji przeżył kryzys religijności w powojennej Europie. Na mapie komunistycznej Polski był oazą chrześcijańskich i humanistycznych wartości - miejscem nieskrępowanego spotkania i swobodnej dyskusji. Dla członków opozycji politycznej bezpiecznym schronieniem jak podczas głodówki w kościele św. Marcina, a dla niezaangażowanych politycznie - moralnym drogowskazem. Niezłomność najodważniejszych duchownych - kardynała Wyszyńskiego, ks. Popiełuszki, Karola Wojtyły i wielu innych dodawała ludziom wiary, że nawet w szarości i moralnym zepsuciu PRL-u można żyć godnie i podążać za wezwaniem Chrystusa.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Rozgoryczenie

Akt I

Wchodzimy w kolejną odsłonę wojny pomiędzy państwem i Kościołem - informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. W czym rzecz? W bezcennych elementach ołtarza, swego czasu należących do gdańskiej gminy ewangelickiej, w czasie drugiej wojny światowej wywiezionych przez hitlerowców, a po wojnie - niemałym trudem - odzyskanych przez Ministerstwo Kultury i Sztuki oraz warszawskie Muzeum Narodowe. Na mocy dekretu z roku 1946 eksponaty stały się własnością Skarbu Państwa i zostały umieszczone w Muzeum Narodowym.

Na początku lat dziewięćdziesiątych Muzeum niechętnie wypożyczyło osiemnaście spośród dzieł sztuki proboszczowi gdańskiej Bazyliki Mariackiej - dawnego zboru ewangelickiego, w którym znajdowały się one przed wojną. Określony w umowie czas wypożyczenia eksponatów upłynął osiem lat temu. Proboszcz - ksiądz infułat Stanisław Bogdanowicz - odmówił jednak ich zwrotu, oświadczając, że stanowią one - i zawsze stanowiły - własność Bazyliki i Kościoła katolickiego.

Paryż w Warszawie

Trzeba mieć dużo dobrej woli, żeby wciąż utrzymywać ostatecznie przegrany przez wojnę mit Warszawy – Paryża Północy. Paryż kojarzy się przecież z zabytkowym, po austriacku wylizanym miastem zrastającym się nad wodami Sekwany licznymi, wymarzonymi dla zakochanych, mostkami. W Warszawie zabytków mamy niewiele i nie to żeby było brudno, ale chaos architektoniczny jest wszechogarniający. No i potężną, dumną Wisłę, obrośniętą krzakami i obfitującą w dzikie wyspy i plaże, trudno porównać do zabudowanej betonem miejskiej strugi, jaką na obszarze Paryża jest Sekwana.

poniedziałek, 7 lutego 2011

Życie święte, sumienie czyste

Ta wiadomość spadła jak grom z jasnego nieba: „Joanna Mucha nie dostanie »jedynki« na liście PO w Lublinie”. Dlaczego? Chodzi o wywiad dotyczący polityki zdrowotnej, którego udzieliła partyjnemu okólnikowi. Zapytała w nim między innymi o to, jaki jest sens wykonywania operacji biodra u 85-latka, „który nie chodzi i nie będzie chodzić, bo się nie zrehabilituje”. Choć posłanka niemal natychmiast wycofała się ze swojej wypowiedzi, na jej głowę posypały się najcięższe oskarżenia. Mariusz Błaszczak, szef klubu PiS, zwrócił się nawet z wnioskiem o ukaranie Muchy do sejmowej komisji etyki, zarzucając jej „nawoływanie do usankcjonowania eutanazji” oraz „zakwestionowanie konstytucyjnego prawa obywateli do dostępu do darmowej służby zdrowia”. Witamy w Polsce, kraju cywilizacji życia.

Arabska Wiosna Ludów – komentarz z Bliskiego Wschodu

Byle z dala od wielkiej polityki. Siedzę przy bulgoczącej nargili, mocno zaparzonej herbacie i strasznie chce mi się śmiać. Właśnie dowiedziałem się, że Barack Obama skrytykował Hosni Mubaraka. Po rozmowie telefonicznej z egipskim prezydentem zasugerował mu jak najszybszą dymisję, a na późniejszej konferencji prasowej stwierdził, że „demokratyczna transformacja w Egipcie musi nastąpić niezwłocznie”. Natychmiast przypomniał mi się Nicolas Sarkozy, który kilkanaście dni temu dokładnie to samo mówił odnośnie prezydenta Tunezji Ben Aliego. Cały wschodni świat patrzy jak Zachód grozi arabskim dyktatorom palcem i następnie umywa ręce. Śmieją się z tego podobnie jak ja. Większość z nich wie, że ta krytyka warta jest tyle, co dym z mojej nargili.